poniedziałek, 22 września 2014

Jesienna historia.

Stało się, niestety. Z bólem serca i ogromem melancholii jesteśmy zmuszeni do pożegnania odchodzącego lata i ciągnącej się wraz z nim historii. Nadchodzą czasy nieustającego mroku, zimna i zakładania swetrów, w moim przypadku w ilościach hurtowych. I po cóż poruszać tak trywialne tematy, kiedy zmiany pór roku to sprawa czysto naturalna i przewidywalna? Właściwie to nie mam pojęcia, lubię sobie czasem pomyśleć o takich sentymentalnych pierdołach, które pozwalają człowiekowi zatrzymać się i dostrzec ulotność chwil, także tych minionych. I przez krótki momencik pozachwycać się zmiennością przyrody, która podobnie jak życie serwuje nam wiele niespodzianek. Taki to przyjemny i puszysty niczym puchaty króliczek banał. Wydaje mi się jednak, że czasem niezwykle ich potrzebujemy, aby choć na sekundę wyjść z labiryntu swoich problemów, niesnasek i tak po prostu zanurzyć się we własnym bycie. Dostrzec stałe niestałości egzystencji, zobaczyć jak deszcz spazmatycznie walczy ze szklaną powierzchnią, albo jak liście spadają z drzew, pozostawiając je zupełnie nagimi i bezbronnymi.


 
To dość miłe zjawisko, kiedy wreszcie można bezkarnie owijać się kocem i spożywać ciepłe kakao podczas długich wieczorów. I równie zadowalający wydaje się fakt, że wczesnym rankiem gapisz się w deszczowy krajobraz, by uroczyście stwierdzić, iż to pierwsza jesienna kawa. Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że będzie ciężko, ale jednocześnie wiesz, że nie można ograniczyć się jedynie do przetrwania burz. Trzeba wciąż uczyć się tańca w deszczu.

źródło:tumblr

Mój dajmonion mówi mi, że to będzie magiczna jesień.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz