poniedziałek, 22 września 2014

Jesienna historia.

Stało się, niestety. Z bólem serca i ogromem melancholii jesteśmy zmuszeni do pożegnania odchodzącego lata i ciągnącej się wraz z nim historii. Nadchodzą czasy nieustającego mroku, zimna i zakładania swetrów, w moim przypadku w ilościach hurtowych. I po cóż poruszać tak trywialne tematy, kiedy zmiany pór roku to sprawa czysto naturalna i przewidywalna? Właściwie to nie mam pojęcia, lubię sobie czasem pomyśleć o takich sentymentalnych pierdołach, które pozwalają człowiekowi zatrzymać się i dostrzec ulotność chwil, także tych minionych. I przez krótki momencik pozachwycać się zmiennością przyrody, która podobnie jak życie serwuje nam wiele niespodzianek. Taki to przyjemny i puszysty niczym puchaty króliczek banał. Wydaje mi się jednak, że czasem niezwykle ich potrzebujemy, aby choć na sekundę wyjść z labiryntu swoich problemów, niesnasek i tak po prostu zanurzyć się we własnym bycie. Dostrzec stałe niestałości egzystencji, zobaczyć jak deszcz spazmatycznie walczy ze szklaną powierzchnią, albo jak liście spadają z drzew, pozostawiając je zupełnie nagimi i bezbronnymi.


 
To dość miłe zjawisko, kiedy wreszcie można bezkarnie owijać się kocem i spożywać ciepłe kakao podczas długich wieczorów. I równie zadowalający wydaje się fakt, że wczesnym rankiem gapisz się w deszczowy krajobraz, by uroczyście stwierdzić, iż to pierwsza jesienna kawa. Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że będzie ciężko, ale jednocześnie wiesz, że nie można ograniczyć się jedynie do przetrwania burz. Trzeba wciąż uczyć się tańca w deszczu.

źródło:tumblr

Mój dajmonion mówi mi, że to będzie magiczna jesień.


sobota, 20 września 2014

Nigdy nie daj sobie wmówić, że nie warto.


To zdanie, które dla niektórych może się okazać czymś na miarę wyprawy w Himalaje, bądź przepłynięciem oceanu atlantyckiego, w dość prosty sposób obrazuje nasze lęki i obawy. Często są one związane z podjęciem ważnych decyzji życiowych, które na pewno zmienią naszą dotychczasową rutynę dnia, przynosząc nie zawsze oczekiwany efekt. Ale czy to oznacza, że nie warto? Zawsze warto.
Mówią, że człowiek uczy się na swoich błędach, przez co w przyszłości nie pakuje się w podobne sytuacje, nie podejmuje złych decyzji. Jest w tym dużo prawdy, ale każda historia jest inna. Tak naprawdę to my, ludzie, kodujemy w swoich głowach stereotypowe myślenie –bo skoro nie wyszło wcześniej, to dlaczego ma wyjść teraz-bojąc się rozczarowania. Ale czyż nie kolejne powiedzenia mówią nam:, „Lepiej żałować, że się spróbowało, niż żałować, że się nie spróbowało”, „Nie przekonasz się póki nie spróbujesz” ?
Czasem wiele rzeczy wydaje się być zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. Myślimy wtedy, że to co nas spotkało nie ma racji bytu, bo przecież limit szczęścia już się wyczerpał. Nic bardziej mylnego. To my,  kształtujemy ścieżkę, którą w danym momencie życia chcemy podążać. Nie musi ona trwać od początku do końca, ale warto spróbować, ponieważ człowiek, który boi się przyszłości, nie wie czego tak naprawdę chce od życia. Jest ono pełne radości, której tylko musimy nauczyć się dostrzegać.


                                                          źródło:tumblr











czwartek, 11 września 2014

Run, Forrest, run!

Nigdy nie byłam typem sportowca. Moje obcowanie ze sportami drużynowymi, pozwolę sobie przemilczeć. Jedną z nielicznych aktywności fizycznych, które jestem w stanie znieść, jest bieganie. Choć niektórzy twierdzą, że poruszam się jak nieumiejąca chodzić sarenka, i pewnie mają rację, z uporem staram się zmusić swoje oporne ciało do jakiegokolwiek ruchu.

O zdrowotnych pozytywach biegania chyba nie trzeba nikomu wspominać, dlatego skupię się na innych, dla mnie równie istotnych aspektach. Macie czasem ochotę uciec przed całym światem?
Jeśli jesteście znużeni odreagowywaniem swoich frustracji na inne sposoby, a nie próbowaliście jeszcze najprostszego sposobu, jakim jest trzaśnięcie drzwiami i sprint po bieżni, to przyszedł czas na nadrobienie zaległości. Jako wiecznie niespokojna osoba, muszę stwierdzić, że często wybieram tą drogę ku zniesieniu zła i występku tego świata. Paradoksalnie, kiedy muszę skupić się na palących mięśniach i wypluwaniu płuc, od razu przestaję myśleć o mniej czy bardziej wyimaginowanych problemach. Naprawdę warto od czasu do czasu zresetować w ten sposób, zarówno ciało, ale przede wszystkim umysł, bo przecież na tej płaszczyźnie zaczyna się nasze dobre samopoczucie.

Nie chcę mydlić Wam oczu pisząc, że bieganie przynosi tak wielkie efekty, jak przykładowo spędzanie czasu na siłce, ale według mnie podjęcie jakiejkolwiek aktywności to krok tu lepszej wersji samego siebie. Dodatkowo, porcja endorfin jaką dostarczamy sobie biegając, może równać się już chyba tylko z tą po zjedzeniu kilograma czekolady (jednak bez wyrzutów sumienia!) Czasem, te kilka okrążeń więcej, potrafi sprawić, że człowiek nabiera chęci do życia i po prostu czuje rozpierającą go dumę.

Pozostaje jeszcze kwestia motywacji, która u większości z nas, stanowi największą przeszkodę. Z uwagi na moją energooszczędną naturę wiem, że dużo łatwiej jest wstać trzy godziny później, a kolejne dwie spędzić snując się po domu niczym zombie z kubkiem kawy, jednak od czasu do czasu warto coś zmienić. Oczywiście nie oznacza to od razu, że musimy startować w maratonach, ale jestem przekonana, że walka z leniem, tkwiącym w każdym z nas przynosi pozytywne efekty. Apeluję więc do każdego, kto dotrwał do kresu moich dzisiejszych wypocin, o ruszenie się sprzed ekranu, założenie sportowych butów i pognanie gdzie pieprz rośnie.

 źródło:tumblr