czwartek, 11 września 2014

Run, Forrest, run!

Nigdy nie byłam typem sportowca. Moje obcowanie ze sportami drużynowymi, pozwolę sobie przemilczeć. Jedną z nielicznych aktywności fizycznych, które jestem w stanie znieść, jest bieganie. Choć niektórzy twierdzą, że poruszam się jak nieumiejąca chodzić sarenka, i pewnie mają rację, z uporem staram się zmusić swoje oporne ciało do jakiegokolwiek ruchu.

O zdrowotnych pozytywach biegania chyba nie trzeba nikomu wspominać, dlatego skupię się na innych, dla mnie równie istotnych aspektach. Macie czasem ochotę uciec przed całym światem?
Jeśli jesteście znużeni odreagowywaniem swoich frustracji na inne sposoby, a nie próbowaliście jeszcze najprostszego sposobu, jakim jest trzaśnięcie drzwiami i sprint po bieżni, to przyszedł czas na nadrobienie zaległości. Jako wiecznie niespokojna osoba, muszę stwierdzić, że często wybieram tą drogę ku zniesieniu zła i występku tego świata. Paradoksalnie, kiedy muszę skupić się na palących mięśniach i wypluwaniu płuc, od razu przestaję myśleć o mniej czy bardziej wyimaginowanych problemach. Naprawdę warto od czasu do czasu zresetować w ten sposób, zarówno ciało, ale przede wszystkim umysł, bo przecież na tej płaszczyźnie zaczyna się nasze dobre samopoczucie.

Nie chcę mydlić Wam oczu pisząc, że bieganie przynosi tak wielkie efekty, jak przykładowo spędzanie czasu na siłce, ale według mnie podjęcie jakiejkolwiek aktywności to krok tu lepszej wersji samego siebie. Dodatkowo, porcja endorfin jaką dostarczamy sobie biegając, może równać się już chyba tylko z tą po zjedzeniu kilograma czekolady (jednak bez wyrzutów sumienia!) Czasem, te kilka okrążeń więcej, potrafi sprawić, że człowiek nabiera chęci do życia i po prostu czuje rozpierającą go dumę.

Pozostaje jeszcze kwestia motywacji, która u większości z nas, stanowi największą przeszkodę. Z uwagi na moją energooszczędną naturę wiem, że dużo łatwiej jest wstać trzy godziny później, a kolejne dwie spędzić snując się po domu niczym zombie z kubkiem kawy, jednak od czasu do czasu warto coś zmienić. Oczywiście nie oznacza to od razu, że musimy startować w maratonach, ale jestem przekonana, że walka z leniem, tkwiącym w każdym z nas przynosi pozytywne efekty. Apeluję więc do każdego, kto dotrwał do kresu moich dzisiejszych wypocin, o ruszenie się sprzed ekranu, założenie sportowych butów i pognanie gdzie pieprz rośnie.

 źródło:tumblr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz